MENU

Harmonia innowacji z designem. Oto OPPO, czyli jeden z największych producentów smartfonów na świecie

Od muzycznych początków aż po innowacyjne i piękne smartfony, których sprzedaż liczona jest w setkach milionów egzemplarzy. Poznajcie OPPO, nowego producenta na polskim rynku.

Na samym początku swojej działalności, czyli w 2004 roku, OPPO zajmowało się produkcją cenionych za jakość dźwięku odtwarzaczy MP3 i MP4. W roku 2008 portfolio firmy zostało rozszerzone o telefony komórkowe, a w 2009 o smartfony. Dziś to właśnie te ostatnie stanowią główny trzon działalności firmy.

Wielka Piątka

Według raportu firmy analitycznej IDC w 2018 roku OPPO zajęło piąte miejsce na liście firm, które dostarczyły na półki sklepowe najwięcej telefonów na świecie. I to wszystko bez obecności w obu Amerykach i praktycznie bez obecności w Europie!

W ciągu kilkunastu lat OPPO stało się jednym z największych producentów na światowym rynku. Według analiz firmy analitycznej Counterpoint w 2018 roku ten gigant zajął czwarte miejsce pod względem globalnej sprzedaży smartfonów w segmencie premium.

Przy tym wszystkim trzeba pamiętać o jednym. O fenomenie marki najlepiej świadczy fakt, że OPPO nie jest obecne w Ameryce Północnej i Południowej, a w Europie dopiero stawia pierwsze kroki. Innymi słowy – w samej Azji smartfony OPPO cieszą się tak dużą popularnością, że ich sprzedaż zapewnia firmie miejsce w pierwszej piątce w skali światowej.

Przyczyna tak dużej popularności? Nos do wyprzedzania trendów

OPPO ma na swoim koncie sporo wyprzedzających swoje czasy innowacji, z których wiele związanych jest z mobilną fotografią oraz wzornictwem. Przykłady? Proszę bardzo.

Aparat główny z dużą matrycą 48 Mpix zapewnia doskonałą jakość zdjęć w każdych warunkach. Również w nocy - dzięki trybowi Ultra Night.

W roku 2012 na rynek trafił model OPPO Ulike 2. Był to pierwszy smartfon z przednim aparatem o rozdzielczości 5 Mpix z funkcją upiększania twarzy. Tego typu algorytmy poprawiające jakość portretów rynkowym standardem stały się dopiero wiele, wiele lat później.

W roku 2014 pojawił się OPPO Find 7, który pozwalał na robienie zdjęć o rozdzielczości – uwaga – 50 Mpix. Ta liczba nawet dziś robi wrażenie. Chińska firma opracowała specjalną technologię interpolacji, która umożliwiała poprawę szczegółowości zdjęć z sensora o mniejszej liczbie pikseli. Matryce o zbliżonej rozdzielczości trafiły do urządzeń konkurencji dopiero blisko pół dekady później!

Ten sam rok przyniósł model OPPO N3, który był pierwszym na świecie smartfonem z automatycznie obracanym aparatem głównym. Kontrolowany przez specjalny silnik moduł pozwalał na robienie selfie tym samym aparatem, którym wykonywane były zwykłe zdjęcia. To kolejne rozwiązanie, które część konkurentów podłapało ok. 5 lat później.

W roku 2017 OPPO zaprezentowało moduł peryskopowego aparatu, który pozwalał na osiągnięcie aż 5-krotnego przybliżenia. Z kolei OPPO Find X, który trafił na rynek w roku 2018, mógł się poszczycić rekordowym stosunkiem wielkości wyświetlacza do gabarytów obudowy. Producent opracował mechanizm wysuwanego aparatu do selfie, dzięki czemu wyświetlacz wypełniał niemal cały front i był pozbawiony jakichkolwiek oszpeceń pokroju wcięcia czy otworu z aparatem. Dzięki innowacyjnemu rozwiązaniu smartfon prezentował się zjawiskowo (zresztą nadal się prezentuje!), wyprzedzając jednocześnie modę na tego typu konstrukcje o wiele miesięcy. Ten przykład najlepiej pokazuje też drugą nogę, na której stoi fenomen OPPO. W jego konstrukcjach w parze z innowacjami idzie elegancki design i dbałość o wizualny detal.

Rok 2019 to m.in. OPPO Reno 5G, czyli pierwszy smartfon w Europie, który obsługuje sieć nowej generacji. Nad wdrożeniem 5G OPPO nieustannie współpracuje z operatorami na całym świecie. Także w tym roku OPPO pokazało również rozwiązanie Under-Screen Camera, czyli niewidoczny aparat do selfie ukryty w wyświetlaczu. To kolejny przykład zaawansowanej technologii opracowanej w celu poprawy wzornictwa smartfonów.

10x Zoom

OPPO Reno 10x Zoom nie tylko zachwyca designem, ale wyposażony jest też w potrójny aparat z 10-krotnym hybrydowym zoomem oraz wysuwany aparat do selfie, który kształtem przypomina płetwę rekina.

Najnowszym flagowym smartfonem marki jest OPPO Reno 10x Zoom. Ten zachwycający designem telefon uzbrojony jest w potrójny aparat z 10-krotnym hybrydowym zoomem, panoramiczny ekran bez wcięć oraz wysuwany aparat do selfie, który kształtem przypomina płetwę rekina.

Wszystkie te innowacje nie biorą się znikąd. Nad rozwojem technologii i spektakularnego wzornictwa pracuje dla OPPO 6 instytutów badawczych (rozwijających też zaawansowane rozwiązania, np. 5G, AI czy własne rozwiązania hard- i software’owe) oraz 4 centra R&D. Do tych ostatnich dołączy niebawem piąte, którego budowę firma właśnie zapowiedziała. Będzie zajmowało 10 wieżowców i łączną powierzchnię 82 tys. m2. A OPPO jeszcze do końca roku przeznaczy na innowacje 1,5 mld dolarów. Dzięki pojawieniu się marki na polskim rynku teraz także i my będziemy mogli obserwować efekty ich prac.

"Miło cię widzieć", czyli nadwiślański krajobraz weekendu. To tu bije serce miasta

OPPO Reno 10x Zoom to potężny kombajn fotograficzny. Peryskopowy teleobiektyw pozwala na uzyskanie aż 10-krotnego zoomu hybrydowego, a tryb Ultra Night 2.0 pozwala robić świetne zdjęcia nawet w kiepskich warunkach oświetleniowych. I w takich też postanowiliśmy go przetestować. Smartfon w swoje dłonie wziął fotograf Filip Blank, a Jacek Sobczyński przyjrzał się bijącemu sercu imprezowej stolicy…

Perła Warszawy

Jeszcze ładnych parę lat temu nie działo się tam zbyt wiele. Klubowe serce stolicy tętniło w okolicach Powiśla czy Placu Zbawiciela. Nad Wisłę, owszem, chodziło się, ale z zakupami dokonanymi nie w dziesiątkach knajpek, a na pobliskiej stacji benzynowej. Okolicznym mieszkańcom przeszkadzały hałasy, właściciele psów zwracali uwagę na kawałki szkła, o które zwierzaki raniły sobie łapy, a amatorów wtedy jeszcze nielegalnych procentów pod chmurką tropił uzbrojony w rower i aparat samozwańczy szeryf (o nim swoją drogą też powstało już kilka artykułów).

Dobrze, że mówimy o tym w czasie przeszłym. Dziś nadwiślańskie tereny to perła wakacyjnej Warszawy. Szybkość, z jaką zrewitalizowano lewobrzeże jest oszałamiająca, a i po prawej stronie dzieje się sporo dobrego. Jak sporo? Postanowiliśmy to sprawdzić.

Schodki koło Poniata to legenda. Nigdy nie wiesz, gdzie cię stąd poniesie. A to miejsce wyjątkowo sprzyja integracji.

Zaczynamy od południa. Najdalej usytuowaną miejscówką jest Miami Wars. Położony na Cyplu Czerniakowskim i skąpany w kolorowych światłach lokal stawia na dobre gastro i niestandardowe formy aktywności. Goście mogą np. wybrać się w rejs po Wiśle łodzią motorową. Kawałek dalej, przy Płycie Desantu, mieści się jeden z bardziej alternatywnych letnich klubów na lewobrzeżu, Fala - Pawilon Nad Wisłą. Lokal kierowany przez ekipę na co dzień zajmującą się klubem Pogłos (to jedno z ważniejszych miejsc na stołecznej mapie niszowych brzmień)niekoniecznie wyróżnia się wizualnie. Ale już artystycznie - jak najbardziej.

- Szkoda, że działają dopiero od połowy wakacji, bo koncertowo są naprawdę mocni; grał u nich Kamp!, za chwilę będą Syny i Komety, mają też indierockowe potańcówki Friday I’m In Love, które w ciągu roku odbywają się w Pogłosie. Fajnie, że jest miejsce, które trochę zrywa z dyktaturą rapu i dyskoteki na bulwarach - mówi 25-letni Kuba. Idąc nad Wisłę, brał pod uwagę wyłącznie ten klub. Po tej stronie rzeki większość lokali już go nie interesuje.

Kierujemy się na północ. Nie sposób przegapić budynku Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego, w którym mieści się kilka klubów z gatunku tych bardziej eleganckich (co jednych przyciąga, a innych – wręcz przeciwnie; grunt, że jest wybór!). Znajdziemy wśród nich m.in. luksusowy, stawiający na rap, r’n’b i łagodną, taneczną elektronikę SEN – jedyny nad Wisłą klub na piętrze, którego atutem jest taras z widokiem.

"Nigdy nie wiesz, gdzie cię poniesie"

Idziemy dalej, choć SEN odwiedzimy jeszcze na dłużej, by porozmawiać z jednym z jego właścicieli. Za mostem Poniatowskiego zahaczamy o Wir, usytuowaną na barce miejscówkę klubowo-koncertową. Akurat odbywa się koncert efemerycznego kolektywu HEWRA, jednej z rapowych sensacji ostatnich lat (przekrój wieku widowni to na oko jakieś 18-24 lata). To mniej więcej w tym miejscu rozpoczynają się zbocza wału i schodki, od lat najbardziej kultowa miejscówka dla tych, którzy chcą przyjść nad Wisłę. Nie do żadnego konkretnego klubu, lecz po prostu - nad rzekę.

- Schodki koło Poniata to legenda. Nigdy nie wiesz, gdzie cię stąd poniesie. A to miejscówka wyjątkowo sprzyjająca integracji - uważa 26-letnia Karina. I właśnie te schodki były podczas koncertu HEWRY okupowane szczelnie. Im dalej od Wiru - tym luźniej.

Bardzo kolorowo robi się tuż przed mostem Świętokrzyskim. Jeśli szukacie dobrego miejsca na niezobowiązujący street food, udajcie się właśnie tam. Kusi pizza na slice’y w Dwa Osiem (najlepiej na nowojorską modłę wziąć ją po prostu do ręki) albo azjatycka kuchnia w BAM!. Tuż obok: BarKa (jak nazwa wskazuje - na barce) oraz Plac Zabaw. Ten drugi jest domem dla słynnego już cyklu Lado w Mieście, nadzorowanego przez niszową wytwórnię Lado ABC. To cotygodniowy OFF Festival w sercu Warszawy; koncerty polskich i zagranicznych wykonawców muzyki alternatywnej pod gołym niebem, całkowicie za darmo.

Ledwie kawałek dalej na barce Wisława dla odmiany dudni taneczny reggaeton rodem z latynoskich dyskotek. I na tym chyba polega urok Wisły. W "normalnym" świecie dwa tak skrajnie odmienne stylistycznie wydarzenia nie mogłyby istnieć w bezpośrednim sąsiedztwie.

Przestrzeń pomiędzy mostami Świętokrzyskim a Śląsko-Dąbrowskim jest już odnowiona. Nie bez przyczyny to miejsce szczególnie popularne za dnia. Jest jednak jeden wyjątek – położona w budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej Paloma. To miejsce mocno artystyczne, ale i nowoczesne. Stawia na ciekawe menu (rybne tacos, makaron soba albo szparagi z dodatkiem koreańskiej papryczki) i świetne sety didżejskie. Nocami grywali tu już m.in. reprezentanci modnych ekip Progrefonik czy Oramics.

Wesołe miasteczko nocą

Na finał cofamy się na most Poniatowskiego i przechodzimy na prawobrzeże, gdzie mieści się największy fenomen tego lata w Warszawie. Zejście do Lunaparku przypomina trochę bramy do starego, postkomunistycznego kąpieliska. Nie witają nas jednak baseny, a twarz przerażającego klauna, w dodatku będąca wejściem do namiotu cyrkowego. O co chodzi? Duża przestrzeń pod Wałem Miedzeszyńskim łączy w sobie kilka lokali - to tam przeniosły się uwielbiane przez młodszych imprezowiczów Hocki Klocki, tam też znajduje się Wata Cukrowa. To przede wszystkim mekka dla fanów elektroniki: duch imprez pokroju Audioriver, Garbicz i Wisłoujście przeniesiony w stołeczne realia.

- Mega miejscówka, numer jeden tego lata, z ogromnym potencjałem na przyszłość. Szczególnie fajny jest niedzielny Splot Słoneczny, czyli impreza elektroniczna, która trwa do 22. Rok temu przychodziło na nią kilkadziesiąt osób, teraz są tłumy - podkreślają Agnieszka i Paulina, które, jak same deklarują, Lunapark wybierają tydzień w tydzień. To także mocno instagramolubna miejscówka: masa świateł i maszyny do gier jak z wesołych miasteczek nadają jej niesamowitego, trochę halucynogennego klimatu.

Tymczasem po drugiej stronie mostu, tuż pod Stadionem Narodowym, jest i coś dla tych, którzy nie przywiązują się do klubów i po prostu chcą rozpalić własnego grilla. Słynna plaża Poniatówka.

- Chyba moje ulubione miejsce nad Wisłą. Zaraz obok terenów w okolicy mostu Gdańskiego, po prawej stronie rzeki. Bo kto powiedział, że do dobrej imprezy potrzeba knajpy? Wystarczy zgrana ekipa. Jest tam mnóstwo polanek i uroczysk, z których można podziwiać panoramę miasta i nikt nie wchodzi nam na głowę. Tylko trzeba pamiętać o sprzątaniu - jak ty rzece, tak rzeka tobie - podkreśla 23-letni Krzysiek, potrząsający brzęczącą siatką.

Kilkadziesiąt klubów, ogromna rozpiętość stylistyczna, dziesiątki tysięcy bawiących się ludzi - kolejny zwykły weekend nad Wisłą. I zero niebezpiecznych sytuacji, a przeszliśmy imprezowe tereny wzdłuż i wszerz. Słynny neon "Miło cię widzieć" na Moście Gdańskim nie kłamie. Tu naprawdę każdy jest mile widziany, niezależnie od tego, ile ma lat, jakiej słucha muzyki i czy pije drogie piwo kraftowe z nalewaka, czy tanie koncernowe z puszki kupionej w spożywczaku na rogu.

Inspirująca fotografia mobilna. Konkurs OPPO Creators Awards 2019

Robienie zdjęć przy pomocy smartfonu nie jest już wyłącznie rozrywką. Rozstrzygnięty konkurs OPPO Creators Awards 2019 udowadnia, że obecnie fotografia mobilna zasługuje na miano sztuki – i to takiej o światowym zasięgu.

Ogromny postęp w krótkim czasie

11 czerwca 1997 r. Philippe Kahn wykonał pierwsze zdjęcie przy pomocy aparatu fotograficznego połączonego z telefonem (uwiecznił na nim swoją nowo narodzoną córeczkę). Od tamtego czasu minęło ponad 20 lat, a mariaż tych dwóch urządzeń stał się dla nas zupełnie oczywisty. Równocześnie zdjęcia wykonywane przy pomocy telefonu komórkowego wciąż zyskują na jakości, a mobilne aparaty wzbogacane są o kolejne opcje służące uwiecznianiu coraz lepszych obrazów.

OPPO, jeden z największych producentów smartfonów na świecie, uczynił nawet z rozwoju fotografii mobilnej jeden z wyznaczników i głównych punktów swojej działalności. Już w 2012 roku zaprezentowano pionierskie wtedy rozwiązanie – funkcję "upiększania" selfie. Wyposażony w nie model dysponował przednim aparatem o rozdzielczości 5MP, co jeszcze dziś byłoby dobrym wynikiem. W ciągu kolejnych lat smartfony OPPO jako pierwsze zostały wyposażone m.in. w obrotową kamerę czy dwa obiektywy głównego aparatu. Powstające dzięki nim zdjęcia były coraz lepsze i bardziej pełne szczegółów. Najnowszy smartfon OPPO, model Reno 10x Zoom, posiada m.in. trzy obiektywy, tryb zdjęć nocnych ultra-night 2.0 oraz (jak sama nazwa wskazuje) 10-krotny hybrydowy zoom.

Wyzwanie dla kreatywnych

Kolejnym, oprócz technologicznych nowinek, sposobem marki na promocję fotografii mobilnej jest konkurs OPPO Creators Awards. Zakończony niedawno, odbywał się w ramach szerszej akcji pt. "See Beyond". Charakter zmagań był otwarty, mogły w nich wziąć udział zdjęcia zrobione przy pomocy telefonu komórkowego niekoniecznie marki OPPO.

Pierwsza edycja konkursu wystartowała 17 maja 2019 r., a do udziału zachęcał m.in. manifest wideo nakręcony podczas turnieju tenisowego Roland Garros. Wyświetlany w kanałach social media obraz akcentował cechy, które utożsamiamy właśnie z fotografią mobilną – spontaniczność, kreatywność, życie chwilą. Film spełnił swoje zadanie z nawiązką. Do 17 lipca, kiedy to zakończono przyjmowanie prac konkursowych, nadesłano łącznie ponad 42 tys. zdjęć z całego świata.

Łączna pula nagród wynosiła 30 tys. dolarów. Uczestnicy zmagali się o nie w 5 różnych kategoriach tematycznych – Noc, Kreatywność, Krajobraz, Ludzie oraz Twoja Kreatywność (kategoria otwarta). Każda z nich składała się z 2 grup – zdjęć zrobionych telefonem OPPO oraz innym. O tym, kto otrzyma wyróżnienia, decydowało ośmioosobowe jury konkursowe. W jego skład wchodziły osoby związane ze światem profesjonalnej fotografii (np. Paolo Pellegrin oraz Lua Ribeira z Magnum Photos) oraz kreacji (m.in. Fan Xiaoyu, dyrektor kreatywny OPPO.

Ostatecznie konkurs wygrali: Nan Shan, autor zdjęcia "Fish are diving" ("Ryby nurkują") oraz Marcus Wagner, za fotografię "I See faces" ("Widzę twarze"). Obydwaj panowie otrzymali po 7,5 tys. dolarów, a także zaproszenie na warsztaty fotograficzne w ramach Programu Rozwoju Talentów OPPO. Prace pozostałych 10 laureatów zostały nagrodzone kwotami po 1,5 tys. dolarów. Do tego jury wyłoniło prace jeszcze 5 uczestników, którzy otrzymali telefony OPPO Reno 10x Zoom.

Wszystkie nagrodzone fotografie możemy zobaczyć na stronie seebeyond.oppo.com. W sierpniu 2019 r. będzie je można obejrzeć na żywo podczas wystaw Creators Awards Exhibition, które odbędą się w Amsterdamie (gdzie siedzibę ma również World Press Photo) oraz Szanghaju.

Spojrzenie w przyszłość

Czy konkursów w dziedzinie fotografii mobilnej, podobnych rozmachem do OPPO Creators Awards 2019, możemy spodziewać się w przyszłości więcej? Wiele na to wskazuje. Jak przyznał Nan Shan, główny zwycięzca konkursu, który wykonał swoje zdjęcie telefonem OPPO:

– Fotografowanie smartfonem pozwala w łatwy sposób uzyskać maksymalnie autentyczne i naturalne ujęcia, dlatego jej popularność z pewnością będzie dalej rosła.

Nam pozostaje czekać na kolejną edycję Creators Awards, która odbędzie się niebawem. Warto być czujnym. Jedną z największych zalet fotografii mobilnej jest fakt, że aparat zawsze mamy przy sobie. Nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się okazja do zrobienia zdjęcia, którym być może zachwyci się cały świat.

Wszystkie oblicza OPPO Reno. Poznaj rodzinę innowacyjnych smartfonów

Urządzenia OPPO wyróżniają się z tłumu. Dzięki mariażowi innowacji ze spektakularnym designem nowe modele tej marki są sporym powiewem świeżości w skostniałym świecie smartfonów.

OPPO Reno to nowa seria, która obejmuje cztery modele o różnych możliwościach. Trzy najważniejsze z nich – Reno, Reno 10x Zoom oraz Reno 5G – mają wiele wspólnych mianowników, więc im przyjrzymy się w pierwszej kolejności.

Aparat do selfie wysuwany niczym płetwa rekina

Przedni aparat, głośnik oraz diody doświetlające zostały umieszczone w specjalnym module, który wysuwa się z górnej krawędzi obudowy w raptem 0,8 sekundy. Jego kształt nasuwa oczywiste skojarzenia z wyłaniającą się z wody płetwą rekina.

Modele OPPO Reno wnoszą w skostniały świat smartfonów tak potrzebny dziś powiew świeżości.

Wysuwany aparat nie tylko przyciąga wzrok, ale i ma bardzo praktyczny atut. Dzięki niemu obiektyw przedniego aparatu, z którego nie korzysta się przecież bez przerwy, pozostaje przez większość czasu ukryty. Nie zabiera tym samym cennego miejsca na przednim panelu.

Piękny ekran bez wcięcia, otworu i dużych ramek

Najmocniejsi reprezentanci serii OPPO Reno mogą się poszczycić panoramicznym ekranem AMOLED, który wypełnia imponujące 93,1 proc. powierzchni przedniego panelu. Oznacza to, że cały telefon jest tylko odrobinę większy od samego wyświetlacza.

Co jest dziś prawdziwą rzadkością, ekran jest wolny od jakichkolwiek szpecących elementów. Wszystko dlatego, że te zostały ukryte we wspomnianym już chowanym module. Dodatkowo wyświetlacz zintegrowany jest z czytnikiem linii papilarnych, co pozwoliło usunąć z obudowy kolejny element psujący design tych niezwykłych smartfonów.

Nieskazitelne wzornictwo

Wypełniony ekranem przód nie jest jedynym atrakcyjnym wizualnie elementem nowych smartfonów. Z ogromną dbałością o detale zaprojektowany został także tył.

Szklane plecki mają charakterystyczny dwutonowy wzór i efektownie odbijają światło. Są przy tym idealnie gładkie, bo obiektywy zastosowanych aparatów nie wystają nawet odrobinę. Jednocześnie ulokowana pod nimi niewielka wypustka dba o to, by nie miały kontaktu z podłożem, na którym spoczywa telefon.

Udogodnienia dla graczy

Cała seria Reno została stworzona z myślą także o tych, dla których smartfon jest urządzeniem do gier. O optymalne działanie dba system Frame Boost, który w czasie rzeczywistym analizuje pracę urządzenia. Na bieżąco przewiduje ewentualne spadki wydajności i wprowadza niezbędne poprawki do częstotliwości odświeżania i stabilizacji. Z kolei Touch Boost ocenia użycie dotyku i odpowiednio przyspiesza reakcje smartfona, co jest kluczowe dla zwycięstwa w dynamicznych grach, jak choćby "PUBG" czy "Fortnite". Warto wspomnieć też o wbudowanym w urządzenie silniczku wibracyjnym, który zwiększa doznania z rozgrywki.

Szczególnie ważne są jednak rozwiązania dotyczące chłodzenia. Temperaturę w serii Reno kontrolują trzy technologie chłodzące: żel, potrójna warstwa grafitu i miedziane rurki. Wszystko to obniża ją nawet o 13 proc. Bo nie ma nic gorszego niż granie na nieprzyjemniej rozgrzanym urządzeniu (nie mówiąc już o tym, jak negatywnie wpływa to na żywotność baterii).

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Nie każdy gra na smartfonie, ale dziś każdy już wykorzystuje go do płatności. Czy to zbliżeniowych, przez NFC, czy do szybkich przelewów bądź płatności kartą w sklepach internetowych. OPPO wyróżnia się także pod tym względem. Użytkownicy mogą korzystać z kilku przydatnych zabezpieczeń. Inteligentna Ochrona zapobiega wyciekowi historii połączeń, wiadomości i kontaktów - gdy jakaś aplikacja próbuje odczytać któreś z tych informacji, system przekazuje tylko puste dane. Użytkownik zostaje też poinformowany, gdy inna aplikacja chce skorzystać z mikrofonu czy kamery bez jego wiedzy.

Aparat 8 Mpix ma obiektyw ultraszerokokątny o kącie widzenia 120 stopni. Pozwala uchwycić na zdjęciu duży budynek z odległości kilku metrów.

Z kolei Bezpieczna Klawiatura nie rejestruje wprowadzonych danych, gdy logujemy się np. do usług bankowych, a Prywatny Sejf to funkcja, która pozwala trzymać wrażliwe pliki za dodatkowym hasłem (bądź odciskiem palca). System operacyjny Color OS pozwala również szyfrować całe aplikacje, a smartfony OPPO monitorują uruchomienie i działanie aplikacji do płatności bezstykowych, by uchronić użytkownika przed nieautoryzowanym dostępem.

OPPO Reno, czyli piękno w atrakcyjnej cenie

Model OPPO Reno łączy wymienione wcześniej cechy z przystępną ceną.

Wyposażenie tego modelu obejmuje 6,4-calowy wyświetlacz, mocny układ Snapdragon 710, sporą baterię 3765 mAh z funkcją szybkiego ładowania oraz podwójny aparat z matrycą 48 Mpix. Ten dzięki trybowi Ultra Night 2.0 zdaje egzamin nawet w bardzo trudnych warunkach oświetleniowych.

OPPO Reno 10x Zoom, czyli potężny fotograficzny kombajn

Sztandarowy reprezentant całej serii wyróżnia się peryskopowym teleobiektywem, który pozwala na uzyskanie aż 10-krotnego zoomu hybrydowego (jak sama nazwa wskazuje). Dodatkowy aparat świetnie sprawdza się podczas fotografowania obiektów z daleka oraz pozwala robić perfekcyjne portrety, wolne od typowego dla smartfonów efektu zniekształcenia twarzy.

Duży zakres ogniskowych dopełnia aparat z obiektywem ultraszerokokątnym, którego kąt widzenia to aż 120 stopni. Sfotografowanie dużego budynku z odległości kilku metrów nie stanowi żadnego wyzwania.

Ultra Night 2.0

Dzięki trybowi Ultra Night 2.0 aparaty w smartfonach OPPO zdają egzamin nawet w bardzo trudnych warunkach oświetleniowych.

Aparat główny, podobnie jak poprzednim opisywanym modelu, także ma rozdzielczość 48 Mpix. Fotograficzną stronę tego sprzętu dopełnia zaś zaawansowany system optycznej stabilizacji obrazu. OPPO Reno 10x Zoom to także większy wyświetlacz (6,6 cala), mocniejszy układ Snapdragon 855 oraz większa bateria – 4065 mAh.

OPPO Reno 5G, czyli sieć nowej generacji na wyciągnięcie ręki

Ten wariant odziedziczył większość wyposażenia po OPPO Reno 10x Zoom. Główny wyróżnik to – jak nietrudno się domyślić – obsługa łączności 5G. Odnotujmy, że OPPO Reno 5G jest pierwszym smartfonem w Europie, który jest kompatybilny z siecią nowej generacji . Już teraz można go kupić w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i we Włoszech.

OPPO Reno Z, czyli design i innowacje na każdą kieszeń

OPPO Reno Z to najbardziej przystępny cenowo przedstawiciel serii. Jego przód także niemal w całości zagospodarowany jest przez wyświetlacz z małymi ramkami, ale w jego górnej części znalazło się jednak niewielkie wcięcie z przednim aparatem. Tutaj już płetwy rekina nie znajdziemy.

Wyświetlacz – podobnie jak w przypadku droższych modeli – zintegrowany jest z czytnikiem linii papilarnych. Nie zabrakło również podwójnego aparatu z sensorem o rozdzielczości 48 Mpix .

Narzekasz na brak innowacji w smartfonach? Spójrz na to, co oferuje OPPO

W świecie smartfonów nie dzieje się nic ciekawego. Nuda, ciągle to samo, prawda? A właśnie, że nieprawda.

Skończyły się czasy, gdy główna zmiana w nowym modelu telefonu to wydajniejszy procesor i więcej pamięci. Oczywiście to niezbędne elementy i nimi także różnią się kolejne generacje urządzeń. Ale – na nasze szczęście – nie brak przykładów na odważne i, co więcej, często udane eksperymenty.

Spójrzmy na to w ten sposób. Przeciętny konsument zmienia telefon średnio co niecałe dwa lata, choćby dlatego, że na taki okres z reguły podpisuje się umowę z operatorem. Tymczasem w świecie nowych technologii 24 miesiące to prawdziwa wieczność. W takim czasie pojawiają się całkowicie nowe koncepcje, rewolucyjne rozwiązania i świeże idee.

I nie mówimy o jednorazowych pomysłach, których jedynym zadaniem jest robienie wrażenia w reklamach. Mowa o technologiach, które realnie wpływają na możliwości i wygodę korzystania z telefonu. W tym nurcie funkcjonuje też marka OPPO, która poszukiwanie nowych rozwiązań ma wpisane w DNA. Przyjrzyjmy się kilku ideom, które już dziś znajdziemy w urządzeniach tego producenta.

Inżynierowie OPPO zastosowali aparat peryskopowy. Soczewki rozlokowane są wzdłuż obudowy, a obraz załamywany jest przez ulokowane pod 45-stopniowym kątem lustro. Jeśli to nie jest innowacja, to co nią jest?

Komunikacja bez zasięgu sieci komórkowej

OPPO opracowało technologię MeshTalk, która umożliwi użytkownikom smartfonów tego producenta nawiązywanie połączeń głosowych oraz wymianę wiadomości tekstowych bez korzystania z sieci komórkowej, Wi-Fi czy Bluetootha. Wszystko w zasięgu do 3 km, dzięki czemu rozwiązanie świetnie sprawdzi się w górach czy w środku lasu.

Idealnie gładki tył i przód

Smartfon, w którym gołym okiem nie da się dostrzec żadnego aparatu, a i tak robi doskonałe zdjęcia? OPPO nie widzi problemu. W modelu Find X wszystkie aparaty schowane są za rozsuwanym mechanizmem. Pozwoliło to na zbudowanie telefonu o absolutnie nieskazitelnej bryle. To rozwiązanie znajdziemy też w innych urządzeniach tej marki.

40 proc. w 10 minut

SuperVOOC to udoskonalona technologia szybkiego ładowania OPPO. Dzięki wykorzystaniu baterii złożonej z dwóch ogniw o identycznej pojemności, które ładują się jednocześnie, OPPO RX17 może chłonąć energię z zawrotną prędkością przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa.

Jasność w ciemności

Aparat smartfonów z linii OPPO Reno uzbrojony jest w algorytm Ultra Night 2.0. Dzięki wsparciu sztucznej inteligencji możliwe jest robienie dobrych zdjęć nawet w fatalnych warunkach oświetleniowych. I to bez konieczności korzystania z diody doświetlającej.

Mało?

A jeśli powyższe przykłady to dla Was za mało, to sprawdźcie, co w smartfonach czeka nas już niebawem. Rozwiązania opisane poniżej to jeszcze pieśń przyszłości, ale dość nieodległej. Na początek piszemy o tych, które już niedługo zobaczymy w dostępnych komercyjnie urządzeniach, by na koniec przybliżyć trochę bardziej futurystyczne wizje…

Podwójne Wi-Fi to podwójna prędkość

Ten pomysł wydaje się oczywisty i aż dziw, że do tej pory nikt na niego nie wpadł. W jaki sposób zwiększyć prędkość transferu podczas korzystania z Wi-Fi? Można na przykład… podłączyć się do dwóch sieci. Jedna używana będzie do wysyłki, a druga do odbioru danych. Wbrew pozorom nie tak łatwo jednak taki pomysł wdrożyć w życie tak, by urządzenie nie dostało przy tym zadyszki. Działające Dual Wi-Fi zaprezentowało niedawno OPPO na targach Chinajoy. Docenią je szczególnie mobilni gracze, dla których nie liczy się tylko prędkość downloadu, ale także upload.

Aparat do selfie ukryty pod ekranem

Smartfony OPPO zachwycają dziś wysuwanym aparatem do selfie, dzięki któremu na przednim panelu nie znajduje się nic poza ekranem. Tymczasem chińska firma już ma następcę tej technologii. USC to skrót od "Under-Screen Camera", a więc dosłownie "aparatu pod wyświetlaczem". Nazwa mówi sama za siebie, prawda? To rozwiązanie już działające, a nie jedynie pomysł – OPPO zaprezentowało je na targach MWC Szanghaj 2019. Niedługo z pewnością zobaczymy w smartfonach dostępnych na sklepowych półkach.

Wyświetlacz większy od smartfonu

W przyszłości nic nie będzie stało na przeszkodzie, by zawsze mieć przy sobie 10- czy nawet 15-calowy wyświetlacz. Po skończeniu pracy lub oglądaniu filmu wystarczy złożyć go w kostkę lub zwinąć w rulon i schować do kieszeni. W bliższej przyszłości zobaczymy zaś na rynku wyświetlacze zakrzywione. Ciekawym pomysłem jest tzw. "Waterfall" pokazany przez OPPO (na razie jako prototyp). Dzięki dłuższym krawędziom zakrzywionym pod kątem 88 stopni ekran wypełnia przedni panel w dosłownie stu procentach.

Ładowanie na odległość

Zapomnij o przewodach i ładowarkach. W przyszłości ładowanie urządzeń odbywać się będzie zdalnie, więc w celu "nakarmienia" baterii wystarczy wejść z telefonem do domu czy restauracji. Prace nad tą technologią trwają od wielu lat, a ostatnie dokonane na tym polu postępy są bardzo obiecujące.

Hiperszybkie ładowanie

Weekend z dala od cywilizacji, więc nie masz jak naładować telefonu na odległość? Żaden problem. W niedalekiej przyszłości szybkość ładowania z użyciem standardowego gniazdka liczona będzie nie w godzinach, nie w minutach, lecz w sekundach.

Zmień wygląd telefonu w ułamek sekundy

Czarny? Biały? A może zielony? Obecnie decyzję na temat koloru obudowy telefonu musisz podjąć w chwili jego zakupu. W przyszłości się to zmieni. Wystarczy jedno kliknięcie w ustawieniach, by dopasować wygląd urządzenia do nastroju czy aktualnego ubioru.

Gigantyczny zoom

Technologia peryskopowych aparatów ma olbrzymi potencjał, bo rozstaw soczewek obiektywu ograniczony jest wyłącznie przez długość urządzenia. W połączeniu z sensorem o wysokiej rozdzielczości i wsparciu sztucznej inteligencji osiągnięcie 500-krotnego przybliżenia o wysokiej jakości przestanie być problemem.

Zobacz cokolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek

Dzięki okularom rozszerzonej rzeczywistości, która nakładają wirtualne obiekty na to, co aktualnie widzisz, rozpocznie się era hologramów. Nieistniejący ekran, który można w nieskończoność skalować, umieścisz gdziekolwiek w danym momencie zechcesz.

Potrzeba zmiany. A co dla Ciebie znaczy innowacja?

Polacy chcą żyć lepiej, zdrowiej i bezpieczniej. Doceniają rozwiązania, które poprawiają jakość i komfort życia oraz pozwalają zaoszczędzić czas. W rankingu Global Innovation Index 2019 Polska plasuje się na 39. miejscu, wyprzedzając 90 krajów świata.

Jak wynika z tego samego rankingu, Polacy czekają na innowacje m.in. w bankowości, obszarze zdrowia, bezpieczeństwa, również energetycznego, smart cities, branży motoryzacyjnej czy ICT (technologiach informacyjno-telekomunikacyjnych). Zmian oczekują przede wszystkim w obszarach, w których poruszają się zawodowo oraz w najbliższym otoczeniu.

O to, co dla nich oznacza innowacja i jak można rozumieć określenie "być innowacyjnym" zapytaliśmy ekspertów z bardzo różnych dziedzin.

Dawid Pietrala, wykładowca w Katedrze Automatyki i Robotyki Politechniki Świętokrzyskiej:

Innowacja to jedno z zagadnień, które pozwala nam się rozwijać. To zawsze jest coś nowego, co daje możliwość zdobycia lub poszerzenia pewnych umiejętności, pogłębienia dotychczasowej wiedzy. To ciągłe wyznaczanie celów i ich osiąganie. Zawody łazików marsjańskich, w których wspólnie z kolegami z zespołu Impuls uczestniczymy, wymuszają na nas stałe doskonalenie, poszukiwanie rozwiązań, których nikt inny nie posiada. Tylko to może zapewnić zwycięstwo drużynie.

Innowacja

(od. łac. innovatio, czyli odnowienie)

To ciąg działań prowadzących do wytworzenia nowych lub ulepszonych produktów, procesów technologicznych lub systemów organizacyjnych. Termin ten do ekonomii wprowadził J. A. Schumpeter, wskazując tym samym pięć przypadków występowania innowacji: stworzenie nowego produktu; zastosowanie nowej technologii, metody produkcji; stworzenie nowego rynku zbytu; pozyskanie nieznanych dotąd surowców; reorganizacja określonej gałęzi gospodarki.

W ostatnich, organizowanych w USA, zajęliśmy pierwsze miejsce m.in. dzięki opracowaniu, na bazie istniejących metod, nowatorskiego systemu do wykrywania życia w danym miejscu. Trzeba być ekspertem w danej dziedzinie, by móc opracować innowacyjne, nieistniejące dotychczas, rozwiązanie.

Agnieszka Polkowska, projektant wzornictwa, trendwatcher i strateg. Doktorantka gdańskiej ASP. Założycielka pierwszego w Polsce studio obserwacji i wdrażania trendów TRENDSPOT:

Innowacja rozumiana jest najczęściej jako przeniesienie pomysłu na rynek czy też rozwiązanie określonego problemu w nowy sposób. By do tego w ogóle doszło musi jednak istnieć pewna przestrzeń, kultura, która pozwala na przeprowadzenie powtarzalnego procesu próbowania, testowania i popełniania błędów – bo to one w kontekście innowacji są najistotniejsze.

Jeśli nie ma przyzwolenia na pomyłki i porażki, nie będzie innowacji. Działam na styku różnych branż i w swojej pracy często przenoszę rozwiązania z jednej dziedziny do drugiej. Moim zadaniem jest wyrwać z rutyny, pokazać nowy kontekst i rzucić światło na sfery wcześniej pomijane. Z doświadczenia wiem, że w tych organizacjach, gdzie istnieje zaufanie kadry zarządzającej do siebie wzajemnie i do pracowników, ekspertów w swoich dziedzinach, pojawia się zrozumienie dla tego procesu. I w konsekwencji tworzy się ekosystem sprzyjający innowacjom.

Innowacja jest kulturą opartą na zaufaniu. Nie jest to kwestia indywidualna, a systemowa. Być innowacyjnym to ufać, pozwalać sobie na błędy i mieć odwagę opierać się rutynie, aby eksplorować nowe, nieznane rejony.

Jakub Wątor, redaktor naczelny WP Tech:

Dla mnie innowacja to coś, dzięki czemu oszczędzamy energię, czas i pieniądze. Rodzaj produktu czy usługi nie ma znaczenia. Rzeczy innowacyjne dzieją się nie tylko w NASA, Formule 1 czy na rynku nowych technologii. Innowacyjny może być zarówno smartfon, jak i proszek do prania. Co więcej, innowacja nie musi być zauważalna na pierwszy rzut oka, nie musi też oznaczać przełomu. To może być drobna funkcjonalność, która ułatwia życie i stanowi o innowacji. Detal, który świadczy o doskonałości.

Trzeba być otwartym na innowacje, bez tego nie ma mowy o rozwoju oraz kolejnych innowacyjnych produktach czy usługach. Osobiście staram się nadążać za tym, co się zmienia. Oczywiście nie jestem w stanie być na bieżąco ze wszystkim. Ważne, by z pojawiających się możliwości umieć skorzystać, lepiej lub gorzej. I by nie bać się nowości.

Leo Li, CEO OPPO w Polsce:

Innowacja leży u podstaw działalności OPPO od początku. Dla nas oznacza to dwie kwestie: odwagę we wdrażaniu niesztampowych rozwiązań i myślenie holistyczne o produkcie. W rezultacie wprowadzamy na rynek rozwiązania które stają się później rynkowym standardem. Czasem są to przełomowe rzeczy jak obracane i wysuwane kamery albo nowe systemy ładowania pozwalające w pół godziny naładować baterię do 100%, czasem są to mniejsze usprawnienia, które łącznie dają użytkownikom komfort i przyjemność z korzystania z naszych smartfonów. Ważne jest by nie bać się próbować i umieć puścić wodze fantazji by nie powielać tych samych schematów. W końcu to, czego potrzebujemy, to nie są jeszcze szybsze konie.

Aneta Oleszek, prezes startupu Podopharm:

Innowacja w moim rozumieniu to udoskonalenie, udogodnienie, zmiana na lepsze. Może dotyczyć różnych obszarów działalności przedsiębiorstwa. Nie musi to być coś odkrywczego na skalę światową. Innowacja ma służyć usprawnieniu zarządzania lub odnowieniu i modernizacji produktów.

W dzisiejszych czasach bycie innowacyjnym w obszarze działalności przedsiębiorstwa to otwartość umysłu, uważne obserwowanie rynku, poznawanie oraz uświadamianie potrzeb klientów. To chęć zmiany. W moim przekonaniu innowacyjność powinna być cechą każdej firmy.

Łukasz Witkowski i Piotr Lichniak, właściciele Kwieci – domu gościnnego w Górach Izerskich:

Myśląc o innowacji w obszarze który nas osobiście najmocniej dotyka, na naszych oczach dokonuje się rewolucja. Dziś Polacy szukają miejsc odludnych, położonych z dala od miasta, spokojnych. Znudziły im się kurorty i 5-gwiazdkowe hotele. Chcą być blisko natury i daleko od codziennego pędu. Zmęczeni nadmiarem bodźców doceniają to, co analogowe: drukowane książki, gry planszowe… Skupiają się na sobie i bliskich. Doceniają powolne posiłki i błogie nicnierobienie. Trend, o którym mówimy, rozwija się dynamicznie. Powstał nawet portal slowhop.com, na którym znajdziemy już ponad 200 klimatycznych miejsc położonych w całej Polsce.

Warszawska jesień. Wybieramy stołeczne miejscówki, które warto sprawdzić w najbliższych miesiącach

Lubisz design, cenisz miejski styl? To nie jest propozycja dla tych, dla których spędzanie wolnego czasu w Warszawie zaczyna się od Pałacu Kultury, a kończy na zdjęciu z Syrenką. Wspólnie z marką OPPO wybraliśmy miejscówki, o których na razie jeszcze nie wszyscy słyszeli – ale za chwilę się to zmieni. Filip Blank sfotografował je smartfonem OPPO Reno 10x Zoom, który nie dość, że sam wpisuje się w najnowsze trendy, to jeszcze świetnie radzi sobie w gorszych warunkach oświetleniowych.

Jako się rzekło, tym razem sugerujemy, żebyście wbrew temu, co wskazują przewodniki, zeszli ze szlaku w boczne uliczki. I poznali Warszawę inną niż ze zdjęć: trochę dziką, trochę niebezpieczną, czasem nawet peryferyjną. Ale i niebywale ciekawą. Od arthouse’owego kina w podmiejskiej dzielnicy po galerię sztuki, której możecie się wystraszyć.

Włączcie aplikację "Mapy", może się przydać.

Jak zawsze - zaczynamy od Śródmieścia. Warszawiacy dzielą się na tych, dla których jego bardziej urokliwą częścią jest północ (niech górną granicą będą Stawki) i południe (przecięcie z Mokotowem); linią demarkacyjną jest Dworzec Centralny. My kierujemy się Marszałkowską na południe od stacji Metro Centrum, by przeciąć trzy wielkie place: cudownie socrealistyczny i nieco przytłaczający Plac Defilad, tętniący życiem Plac Zbawiciela i absolutnie eklektyczny Plac Unii, gdzie brzydkie bloki kontrastują z eleganckimi, odnowionymi kamieniczkami i nowoczesnym centrum handlowo-biurowym, a i tak nic się z niczym nie gryzie.

I już na samym początku spaceru warto skręcić w Hożą. Tam, na rogu z ulicą Skorupki, mieści się "Aura", prawdopodobnie najmniejszy cocktail bar w Warszawie.

Przy kilkunastu osobach już jest tłok. Ale zauważyliśmy, że to sprzyja interakcji, ludzie licytowali się, kto mieszka bliżej. Wygrał facet, mieszkający trzy piętra nad nami - śmieją się Michał Zubrzycki i Rafał Rybak, współwłaściciele Aury. Lokalu, który wygląda trochę jak z filmów Lyncha, a trochę jak knajpa z marokańskiej uliczki; złota ornamentyka, stylowo podniszczone, zielonkawe ściany i klimat wynikający z, eufemistycznie mówiąc, lekko ograniczonej przestrzeni.

Co jeszcze wyróżnia Aurę na tle innych warszawskich barów? Burbon, dużo burbona.

Była moda na gin bary, na whisky bary, ale nigdy na burbon bar - stąd pomysł. My sami zauważyliśmy, że pijemy mało, a jeśli już, to tylko dobre jakościowo trunki. I jakoś to zamiłowanie do burbona wyszło w jednej z rozmów - wspominają właściciele. W przebogatej ofercie znajdziecie m.in. drinki na bazie czarnego sezamu, burbon maślano-malinowy, z ostrym chilli… Można napisać, że trudno stamtąd wyjść, gdyby nie to, że w godzinach szczytu jeszcze trudniej jest wejść.

A poza Aurą? Nieco ukryte w mroku kamienicy przy Marszałkowskiej "W Orbicie Słońca". To południowa kuchnia z retro-polskim sznytem: są świetne szprycery, foccaccie i pizza na kawałki, ale największą furorę i tak robi tu oryginalna płaskorzeźba z lat 60, która zajmuje jedną ze ścian. Idąc na południe zajrzyjcie też do "Rejczel Krewetki i Wino", równie kameralnej jak Aura miejscówki, specjalizującej się w - a to niespodzianka - krewetkach i winie, podawanych na różne sposoby.

Kultową miejscówką Śródmieścia Południowego jest słynący z oryginalnej karty "Bar Pacyfik", ale my skierujmy się nad Wisłę, bo tam właścicielki Pacyfiku otworzyły prawdopodobnie najgorętsze miejsce tego lata, mieszczącą się w budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej "Palomę Nad Wisłą".

Kontrast niesamowity, bo karta dań to trochę kulinarne podróże dookoła świata (fish tacos czy tajska soba), ale wnętrza wyglądają jakby żywcem wyjęte z Polski lat 70. i książki "Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL" Aleksandry Boćkowskiej.

Cały wystrój musiał być skonsultowany z muzeum, ale faktycznie, celowałyśmy w taki polsko-egzotyczny klimat. I przede wszystkim w masę roślin, które nadają temu miejscu ducha - opowiada Marianna Zjawińska z Palomy. Warto od razu dodać, że restauracja była tego lata obowiązkowym punktem na mapie wymagających klubowiczów; to tu modne kolektywy pokroju Oramics czy Muzyki Nieheteronormatywnej grały sety z mocno progresywną elektroniką. I że za dnia warto połączyć wypad do Palomy z odwiedzeniem wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Zostając przy Wiśle, zajrzyjmy do klubu "SEN", bo to jedyna restauracja i klub z panoramicznym widokiem na całą rzekę. Co ważne - położona w budynku Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego, przez co czynna cały rok, w odróżnieniu od wielu nadwiślańskich lokali. Znajdujemy się w piętrowym, wolnostojącym budynku, na budowę innych nie ma pozwolenia. Chcemy pokazać Warszawie, czy szerzej: całej Polsce, że jest taki piękny teren w Warszawie. To od zawsze był mój cel numer jeden - mówi Mithat Akardas, współwłaściciel Snu.

A skoro ze Snu doskonale widać Pragę - przez Most Poniatowskiego przeprawiamy na drugą stronę do wyjątkowej galerii, zwanej "Śmierci Frajerom", znajdującej się na Kamionku. Nie jest łatwo się tam dostać: należy wejść do kompleksu starych budynków i magazynów przy Grochowskiej 301/305, znaleźć siedzibę klubu sportowego, a następnie wejść na ostatnie piętro. Nie bójcie się pomazanych sprayem, odrapanych ścian i zdezelowanych mebli na korytarzu, to składowe niepowtarzalnego charakteru tego miejsca.

To najpierw była nasza pracownia, a potem zrobiliśmy z tego galerię. Staramy się pokazywać amatorów, zasłużonych artystów, debiutantów… Mieliśmy nawet 15-latka, który przyjechał z Wrocławia i przeczytał swój monodram. Kryteria selekcji? Nie ma. Pokazujemy to, co nam się podoba - mówią prowadzący tę chyba najbardziej offową galerię w Warszawie Jakub Gliński, Dominik Jałowiński i Nikodem Baiser. Offową i coraz bardziej modną; na wernisaże, zawsze połączone z częścią muzyczną, przychodzi tu nawet do 900 osób.

Są u nas czasem ludzie działający w głównym obiegu sztuki: galerzyści, kuratorzy, przychodzą i propsują. Na ostatnim wernisażu była nawet piątka dyrektorów instytucji muzealnych, były sześćdziesięcioparoletnie babcie, które uśmiechały się do tej części wystawowej - wspominają.

Na prawobrzeżu funkcjonuje jeszcze jedna instytucja kulturalna, której też nie widać zbyt dobrze z warszawskich salonów, bo… znajduje się pod miastem, w Falenicy. Najlepiej dojechać tam kolejką podmiejską, zwłaszcza że znajduje się na tamtejszym dworcu. To "Kinokawiarnia Stacja Falenica", gdzie sala nie ma klasycznych rzędów z miejscami.

Wnętrze wygląda tak, jak restauracja - stoliki, krzesła, kelnerzy przynoszący kawę i ciasto, także podczas seansu. Nie ma nawet biletów. Należność za obejrzenie filmu jest doliczana do ogólnego rachunku, który uiszcza się dopiero po projekcji. Repertuar? Trochę z głównego nurtu, ale sporo z kina artystycznego, i to takiego, które spadło już z warszawskich afiszy; niezwykle klimatyczna Stacja Falenica żyje przede wszystkim dzięki widzom z pobliskich Anina, Radości, Otwocka czy Józefowa.

A przecież to tylko kilka przykładów - równie dobrze możecie zejść z przepełnionego turystami Nowego Światu do owianych złą sławą pawilonów na obłędny bun w "COTU" albo szperanie między wieszakami "Kex Vintage Store". Podjechać na Ursynów i zobaczyć chyba ostatnią czynną wypożyczalnię kaset video w Polsce (Dom Sztuki przy Wiolinowej). Nie bać się Starej Pragi i wpaść na płytowy digging w "Warsaw Vinyl Store", a potem zjeść klasyczne warszawskie pyzy z omastą w "Pyzach Flakach Gorących". Możliwości jest naprawdę wiele, wystarczy tylko zrezygnować z utartych szlaków.

Design rządzi światem. "To najsilniejsze emocje"

– Postęp technologiczny sprawia, że bardzo szybko zmienia się estetyka. Powiedziałbym nawet, że dzieje się to w mikrosezonach. Nie ma już mowy o tym, by kolejne generacje produktów pokazywać w odstępach rocznych – mówi projektant graficzny, Tomasz Kuczma.

Rozmowa z Tomaszem Kuczmą, projektantem graficznym i ilustratorem specjalizującym się w budowaniu świadomości marki oraz komunikacji wizualnej

Czym jest dobry design?

Tomasz Kuczma: Wszystko zależy oczywiście od typu projektowania. Na co dzień zajmuję się głównie identyfikacją wizualną. To, co robię, ma umożliwiać jak najlepszą komunikację pomiędzy markami i konsumentami lub po prostu pomiędzy ludźmi. I myślę, że tę zasadę można odnieść do projektów w ogóle. Produkt czy usługa, którą projektujemy, powinny służyć konsumentowi. Mają ułatwiać i umilać życie, wnosząc w nie jednocześnie możliwie dużo piękna. Niezależnie od tego, czy mówimy o komunikacji czy o codziennych czynnościach, ma to być przede wszystkim dla człowieka.

Zespół Tomasza Kuczmy opracował dynamiczną identyfikację wizualną dla Galerii Sztuki Współczesnej Nanazenit. Galeria mieści się na warszawskiej Saskiej Kępie.

Ale co to znaczy?

A to już zależy od rynku, na którym operujemy. Dwa lata temu jeden z francuskich instytutów przeprowadził badanie wartości wśród konsumentów w całej Europie. I o ile w większości krajów europejskich na pierwszym miejscu była ekologia jako wartość, tak w Polsce najważniejsze było to, czy dany produkt mogę mieć natychmiast. Jako społeczeństwo wciąż przechodzimy transformację mentalną i sądzę, że wkrótce nasze priorytety zmienią się na lepsze.

Czego potrzebują współcześni konsumenci?

Na pewno ważną cechą każdego produktu jest jego niewidzialność, a może raczej "nieodczuwalność". Weźmy na przykład smartfon. Nasze ciała tak bardzo przyzwyczaiły się do tego, że jest to element łączący nas ze światem, że stał się on dla nas nieodczuwalny. Gdyby nie funkcjonował tak, jak tego oczekujemy, źle wyglądał, bo na przykład wkładając go do kieszeni, odczuwalibyśmy pewną uciążliwość, to oznacza, że coś jest źle zaprojektowane, nieodpowiednio wykonane.

Opracowany przez grafików znak dostosowuje swoją formę do kontekstu, w którym jest używany. Przesunięcie "zenitu" pozwala na uzyskanie wariantów nieregularnych i dynamicznych, jak też spokojniejszych i symetrycznych.

Nowe technologie to w ogóle specyficzny rynek. Postęp technologiczny sprawia, że bardzo szybko zmienia się estetyka. Powiedziałbym nawet, że dzieje się to w mikrosezonach. Nie ma już mowy o tym, by kolejne generacje produktów pokazywać w odstępach rocznych. Tak jak w modzie, tak i w przypadku smartfonów czy innych sprzętów wszystko zmienia się bardzo szybko. Miniaturyzacja czy technologie związane z dotykiem, laserowym rozpoznaniem twarzy oraz przestrzeni wokół to są te elementy, które teraz będą odgrywały większą rolę. Oczekiwania wzrastają wraz z postępem. Do niedawna chcieliśmy mieć trochę szybszy internet, niedługo jadąc tramwajem, będziemy chcieli oglądać filmy w 8K na telefonie.

Jednak to, co się nie zmienia, to potrzeba jakości, niezawodności i tego, co wywoła pozytywne przeżycia. Dziś nie kupujemy produktów, ale treści i znaczenia, które ze sobą niosą.

To jest właśnie siła marek. Marki budują wokół siebie chmury znaczeń. Te globalne często silniej oddziałują kulturowo niż na przykład przynależność narodowa. Częściej i w większej grupie utożsamiamy się z taką marką czy emocjami związanymi z użytkowaniem urządzenia niż na przykład z najbliższymi sąsiadami czy rodakami. To kulturotwórcze i daje poczucie przynależności, stwarza możliwość odnalezienia swojego miejsca w określonej grupie. To najsilniejsze emocje.

I te motywy projektanci muszą dziś odczytać.

To najbardziej lubiana przeze mnie część pracy. Zawsze interesowało mnie to, jak bodźce wizualne czy werbalne wpływają na decyzje czy zachowania konsumentów. Natomiast dziś sprawa się komplikuje, jeśli chodzi o identyfikację znaczeń. Kiedyś określony symbol miał jasno zdefiniowane znaczenie. Obecnie trudno jest określić, czym jest dane zjawisko. Weźmy na przykład największe marki odzieżowe. Chmura znaczeń zbudowane są wokół nich w różnych sferach, począwszy od technologii przez produkcję, sport, modę, po styl życia… Wszystko jest ze sobą połączone, spójne i tak wielkie, że nie da się określić jednym słowem, czym jest dane zjawisko. Dlatego w pracy projektanta tak ważna jest dziś współpraca – rozmowa z jak największą liczbą ludzi tworzących daną firmę, a nie jak dawniej operowanie briefem. Szukanie w takich rozmowach kontekstów i ukrytych znaczeń bardzo mnie pasjonuje.

W wielu branżach wyjątkowe wzornictwo jest tak samo ważnym elementem jak wartość użytkowa. IKEA, Mazda, Bang & Olufsen uczyniły zeń swój znak firmowy. W świecie urządzeń mobilnych na design stawia także OPPO, które uczyniło z tego filar swojej strategii produktowej. W efekcie smartfony Reno zostały wielokrotnie docenione za wyróżniającą się stylistykę.

Czym jest więc design w nowoczesnej firmie?

Design stał się ważnym narzędziem pozwalającym realizować założenia strategiczne zarówno w sferze produktu, jak i komunikacji. To, jak jest wykorzystywany, zależy oczywiście od poziomu świadomości danej firmy, ale ta jest coraz większa. Mamy nawet w Polsce ogromną liczbę przedsiębiorstw produkcyjnych czy fabryk, w których marketing i marka nie odgrywały dotychczas większego znaczenia. Dziś nie da się już tak funkcjonować. Rzeczywistość rynkowa wymaga przemyślenia swojej tożsamości oraz wykreowania nowej marki lub odbudowania istniejącej, a to z kolei wymaga współpracy i ciągłej komunikacji z konsumentem.

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.